Zdolność do bycia pod wpływem: Dlaczego warto dać się poruszyć?

W kulturze zorientowanej na efektywność, sprawczość i nieustanny rozwój, bycie pod wpływem kogoś lub czegoś często kojarzy się z utratą kontroli, a nawet z upokorzeniem. Jednak w gabinecie psychoterapeutycznym, a zwłaszcza w nurcie psychodynamicznym, coraz częściej przyglądamy się pojęciu „zdolności do bycia pod wpływem” jako fundamentowi głębokiej bliskości i dojrzałej tożsamości.

Nie chodzi tu o uległość, konformizm czy bycie „sterowalnym”. Wręcz przeciwnie – zdolność do bycia pod wpływem drugiego człowieka, sztuki czy własnych, nieoczekiwanych emocji, jest wyrazem wewnętrznej siły. To umiejętność dopuszczenia do siebie czegoś z zewnątrz, co może nas poruszyć, zmienić, a nawet przeobrazić nasz sposób widzenia świata.

Czym jest zdolność do bycia pod wpływem?

Brytyjski psychoanalityk Christopher Bollas w swojej koncepcji „obiektu transformującego” sugeruje, że we wczesnym dzieciństwie matka (lub opiekun) jest dla dziecka kimś, kto zmienia jego stan wewnętrzny – koi lęk, karmi głód, przynosi ulgę. W dorosłym życiu szukamy doświadczeń, które mają podobną moc. Może to być głęboka rozmowa, lektura książki, która zmienia nasz światopogląd, czy proces psychoterapii.

Zdolność do bycia pod wpływem oznacza, że nasze „Ja” nie jest monolitem, szczelną fortecą, do której nic nie ma wstępu. To stan, w którym pozwalamy, by obecność drugiej osoby rezonowała w nas. Jak pisze Jessica Benjamin w pracy „The Bonds of Love”, prawdziwe uznanie drugiego człowieka wymaga od nas gotowości do bycia zmienionym przez niego.

Dlaczego tak bardzo bronimy się przed wpływem?

Dla wielu osób dopuszczenie do siebie cudzych emocji, sugestii czy perspektywy wydaje się zagrażające. Często wynika to z lęku przed:

  • Utratą autonomii: „Jeśli pozwolę ci mnie poruszyć, to znaczy, że nade mną panujesz”.
  • Pochłonięciem: Obawa, że cudze „Ja” zatarte granice naszego własnego.
  • Zranieniem: Bycie pod wpływem wymaga odsłonięcia się, co czyni nas podatnymi na ból.

W efekcie budujemy pancerz. Możemy być mili, komunikatywni i sprawni społecznie, ale pozostajemy „nieprzemakalni”. Nic nas naprawdę nie dotyka, nic nie zmienia naszej wewnętrznej struktury. Żyjemy w bezpiecznej, ale jałowej izolacji.

Paradoks wpływu: Dopuścić, by nie stracić siebie

W psychoterapii psychodynamicznej często obserwujemy pacjentów, którzy z ogromnym trudem przyjmują jakiekolwiek interwencje terapeuty. Każda interpretacja spotyka się z natychmiastowym „tak, ale…” lub intelektualną analizą, która ma na celu zneutralizowanie wpływu terapeuty. To mechanizm obronny przed bliskością.

Jednak prawdziwy rozwój zachodzi w szczelinach tego pancerza. Zmiana terapeutyczna jest możliwa tylko wtedy, gdy pacjent pozwoli sobie być pod wpływem relacji z terapeutą. To proces wzajemny – terapeuta również musi pozwolić sobie na bycie pod wpływem pacjenta, by móc go naprawdę zrozumieć i poczuć jego wewnętrzny świat (proces ten nazywamy przeciwprzeniesieniem).

Wpływ a bliskość w związku

W relacjach partnerskich zdolność do bycia pod wpływem jest kluczowa dla budowania intymności. Badania Johna Gottmana nad stabilnością małżeństw wykazały, że mężczyźni (statystycznie częściej mający z tym trudność), którzy potrafią przyjąć wpływ swoich partnerek, budują trwalsze i szczęśliwsze związki. Przyjęcie wpływu nie oznacza zgadzania się na wszystko. Oznacza postawę: „To, co mówisz i czujesz, ma dla mnie znaczenie. Biorę to pod uwagę, kiedy myślę o nas i o sobie”.

Jak rozwijać zdolność do bycia poruszonym?

Otwarcie się na wpływ wymaga czasu i poczucia bezpieczeństwa. Nie chodzi o to, by bezkrytycznie przyjmować wszystko, co serwuje nam otoczenie, ale o odzyskanie zdolności do „aktywnej pasywności”. Oto kilka kroków, które pomagają w tym procesie:

1. Zauważ swój opór

Zwróć uwagę na momenty, w których natychmiast odrzucasz czyjąś opinię, radę lub komplement. Czy robisz to, bo rzeczywiście się nie zgadzasz, czy dlatego, że samo dopuszczenie myśli, że ktoś inny może mieć rację lub wpływ na Twój nastrój, jest przerażające?

2. Praktykuj słuchanie bezbronnego

Spróbuj słuchać drugiej osoby bez przygotowywania w głowie riposty. Pozwól jej słowom „osiąść” w Tobie, zanim zareagujesz. Zobacz, jakie uczucia w Tobie wywołują, zamiast od razu je kategoryzować.

3. Daj sobie prawo do zmiany zdania

Wielu z nas kojarzy zmianę zdania pod wpływem kogoś innego z brakiem charakteru. Tymczasem jest to dowód na elastyczność psychiczną. Dojrzałe „Ja” potrafi integrować nowe informacje i perspektywy.

Podsumowanie: Odporność kontra wrażliwość

Prawdziwa dojrzałość emocjonalna to nie bycie niewzruszonym jak skała. To raczej bycie jak drzewo, które ugina się na wietrze, ale nie łamie. Zdolność do bycia pod wpływem pozwala nam na autentyczną wymianę z otoczeniem. Dzięki niej możemy się uczyć, kochać i ewoluować.

Jeśli czujesz, że żyjesz „za szybą”, a relacje z ludźmi są powierzchowne, być może Twoja obrona przed wpływem stała się zbyt silna. Psychoterapia jest przestrzenią, w której w bezpiecznych warunkach można zacząć powoli demontować ten mur i odkryć, że bycie poruszonym przez drugiego człowieka nie niszczy nas, lecz wzbogaca.


Źródła:

  • Bollas, C. (1987). The Shadow of the Object: Psychoanalysis of the Unthought Known. Columbia University Press.
  • Benjamin, J. (1988). The Bonds of Love: Psychoanalysis, Feminism, and the Problem of Domination. Pantheon.
  • Gottman, J. M. (1999). The Seven Principles for Making Marriage Work. Harmony.